Wygrana – i to jaka!

0

Zwycięstwem aż 7:1 Jastrzębie przerwały passę ośmiu meczów z rzędu bez porażki! Na pokonanym polu zostawiły nie byle kogo, bo drużynę Washington Capitals. Słowem, hokeiści Quenneville’a rozegrali po prostu swój najlepszy mecz od ładnych paru miesięcy.

Co tu dużo mówić – tak grających Hawks chcielibyśmy oglądać praktycznie zawsze, wszędzie i o każdej porze. Szczególnie w tak trudnym dla organizacji momencie, gdy w lidze ewidentnie nie idzie. Ta wygrana, jak i same wieści o niej tchnęła w kibiców oraz zawodników Indianina nowe, świeże tchnienie. Powiew nowych nadziei, którego my wszyscy tak bardzo potrzebowaliśmy.

Ale oprócz tego, trzeba także twardo stąpać po ziemi i powstrzymać się choć na razie od pompowania kolokwialnego balonika play-offowych oczekiwań, gdyż aby uratować możliwość dalszej walki w sezonie 2017/18 potrzebowalibyśmy co najmniej kilku podobnych gier w najbliższym czasie. Nie odmawiając zupełnie szansy na takie coś w wykonaniu naszych ulubieńców z Illinois, także powstrzymam się oceny szans takiego przedsięwzięcia. Pokaże, jak to ma zawsze w swoim zwyczaju – czas.

Na razie wspólnie, w czerwono-biało-czarnym gronie, w rytmie Chelsea Dagger, która miała okazję wybrzmieć dzisiejszej nocy w United Center aż siedmiokrotnie, skonsumujmy tę wiktorię tak mocno, jak tylko się da!

Festiwal strzelecki rozpoczął w siódmej minucie spotkania, kapitan Jonathan Toews. Przy wydatnej pomocy Bradena Holtby’ego, strażnika świątyni przyjezdnych otworzył wynik spotkania. Kilka minut potem, Stołeczni zdobyli swoją, jak się okazało po 60 minutach, jedyną, honorową bramkę. Strzał spod zakamarków linii niebieskiej Matta Niskanena umiejętnie przekierował Tom Wilson i mieliśmy bramkowy remis.

Chicago powoli zarysowywało swoją przewagę, czego dowodem stały się strzelone jeszcze w pierwszej tercji bramki Brandona Saada i Nicka Schmaltza.

Worek z bramkami w drugiej tercji rozwiązał się dopiero przy jej końcu. Uczynił to Patrick Kane dobijając odbity przez Holtby’ego, a kierowany przez Toewsa krążek w sytuacji sam na sam. Gorsi nie chcieli być także Ryan Hartman, który swoim slalomem przez linię obrony Capitals ją totalnie ośmieszył wraz z niemrawo próbującym interweniować Kanadyjczykiem Holtbym na bramce czy Artem Anisimov, który to niezwykle precyzyjnym strzałem w prawy górny róg bramki gości zakończył strzelanie po 40 minutach pojedynku.

Na ostatnią tercję między słupki organizacji trenowanej przez Barry’ego Trotza wszedł Philipp Grubauer. 26-letni Niemiec statystycznie spisał się lepiej od swojego kolegi, bo skapitulował jedynie raz, przy strzale Alexa DeBrincata, podczas gdy Holtby aż 6 razy musiał wyjmować krążek ze swojej bramki.

Chicago Blackhawks – Washington Capitals 7:1 (3:1, 3:0, 1:0)
Toews (7′), Saad (13′), Schmaltz (20′), Kane (37′), Hartman (38′), Anisimov (39′ – PPG), DeBrincat (49′) – Wilson (11′)
Minuty kar: 8-14 | Strzały na bramkę: 44-20 | Widzów: 22,066

Komentarze

komentarzy

Share.

About Author

Urodzony w tym samym roku, co Ryan Hartman. Z racji nazwiska, jakie posiada, preferuje nocny tryb życia, co od końcówki sezonu 2013/14 sprzyja zarywaniu nocy na NHL, choć pchaniem gumowego krążka po lodzie interesował się już wcześniej. Oprócz hokeja uznaje jedynie piłkę nożną na poziomie Ligi Mistrzów, ale też A-klasy.

Comments are closed.