Zwycięstwo ambicji i charakteru

0

Gracze trenowani przez Joela Quenneville’a rozegrali wczoraj swój 65. mecz w obecnym sezonie, z czego wygrali po raz 28. Hokeiści z Indianinem na bluzach pokazali w Los Angeles sportowy hart ducha, przegrywając po 40 minutach 3:1, aby z lodu Staples Center zejść z wynikiem 3:5.

Chyba nawet najbardziej optymistyczni kibice Jastrzębi spoglądając na obecną pozycję w tabeli, dyspozycję ich ulubieńców oraz czas pozostały do końca regular season wiedzą już, że Blackhawks nie mają już chyba nawet matematycznych szans na play-offy.

Pozostaje więc pożegnać się z sezonem 2017/18 w najbardziej godny, honorowy sposób. Pozostawić po sobie dobre wrażenie, zatrzeć choć w części wszystkie klęski i niepowodzenia, przez które my wszyscy musieliśmy przechodzić w obecnej kampanii.

Najlepiej wyjdzie to w możliwie najbardziej sportowy sposób: przez zwyciężanie i pokazywanie kolokwialnego pazura, że choć w Chicago aktualna kampania jest już spisana na straty i za nieco ponad miesiąc się zakończy, to gracze z tego miasta ani tyle nie odstawią kija, nie oddadzą pozycji, nie zawiodą kibiców w obecnych i nadchodzących meczach. A jeśli nie uda się zwyciężyć, to niech te rzeczy, o których wyżej, pod żadnym pozorem nie milkną, niech w każdym z pozostałych 30 miastach organizacji NHL wiedzą, że z drużyną, której kapitanuje już dziesiąty rok Jonathan Toews wciąż należy się liczyć. Pomimo gorszych dni.

Jeśli spojrzymy na wcześniejsze wyniki – tak mniej więcej się właśnie dzieje. Chicago Blackhawks żegnają się z dalszymi rozgrywkami z klasą i honorem godnym sześciokrotnych zdobywców Pucharu Stanleya.

Mecz w Staples Center dowiódł także pokaźnej siły ambicji i charakteru każdego zawodnika, który przywdziewa co mecz czerwono-biało-czarną bluzę. Gdy sezon jest już najprawdopodobniej przegrany, można nieco poluzować krawaty i inaczej traktować godzinne przekazywanie sobie gumowego krążka po lodzie, można przegrywając po dwóch tercjach 1:3 z drużyną, która będzie się faktycznie o te play-offy bić spuścić z tonu i generalnie tylko dograć pojedynek.

Ale można zagrać tą trzecią tercję tak, że nawet nieskory do publicznych uśmiechów, Coach Q, wyszczerzy swoje zadowolone usta widząc bramki Artema Anisimova, Vinniego Hinostrozy, Toewsa czy Patricka Kane’a zdobyte w ostatnich 10 minutach pojedynku, wliczając w to wcześniejszą zdobycz Jordana Oesterle.

Los Angeles Kings – Chicago Blackhawks 3:5 (0:1, 3:0, 0:4)
Pearson (25′), Martinez (27′), Iafallo (38′)  – Oesterle (14′), Anisimov (51′ – PPG), Hinostroza (55′), Toews (59′ – PPG), Kane (60′)
Minuty kar: 10-4 | Strzały na bramkę: 32-25 | Widzów: 18,230

Komentarze

komentarzy

Share.

About Author

Urodzony w tym samym roku, co Ryan Hartman. Z racji nazwiska, jakie posiada, preferuje nocny tryb życia, co od końcówki sezonu 2013/14 sprzyja zarywaniu nocy na NHL, choć pchaniem gumowego krążka po lodzie interesował się już wcześniej. Oprócz hokeja uznaje jedynie piłkę nożną na poziomie Ligi Mistrzów, ale też A-klasy.

Comments are closed.